W sercu emocji dziecka

Jak rozumieć i wspierać swoje dziecko?

Uważam, że tę książkę powinni rozdawać na porodówkach. Serio. Isabelle Filliozat napisała książkę, którą uważam za biblię wszelkich poradników dla rodziców na temat wychowania dzieci. Autorka jest matką, psychoterapeutką i psychologiem. Niejedno słyszała i widziała w gabinecie, wychowuje też swoje dzieci. Można powiedzieć, że na bieżąco porównuje sobie pacjentów i to co ich spotkało w dzieciństwie z tym jak rozwijają się jej dzieci. Podaje dużo przykładów z codzienności przeciętnego rodzica, które można zobaczyć oczami dziecka. Podkreśla, że każdy z nas był kiedyś dzieckiem i sięgając do tych wspomnień, możemy lepiej zrozumieć nasze dzieci.

Napisała też dwie książki, których nie znam, ale jeśli są napisane w podobnym stylu do „W sercu emocji dziecka” to można w ciemno brać! („Próbowałam już wszystkiego” i „Moje dziecko doprowadza mnie do szału”).

Czyta się jednym tchem. Ja przeczytałam w jeden dzień całość, przy dwójce rozbrykanych maluchów.

Większość ze strategii, które autorka poleca stosować w stosunku do dzieci- można również stosować do siebie. Isabelle Filliozat otwiera nam oczy na spychane gdzieś poza świadomość przez nas emocje. Pokazuje jak ważne dla dzieci jest szczęście ich rodziców. Podkreśla jak ważne jest słuchanie tego, co druga osoba chce nam powiedzieć, ale takie prawdziwe słuchanie, kiedy w 100% skupiamy się na osobie, która chce nam coś opowiedzieć.

Książka opisuje też warianty życia rodzinnego z różnego rodzaju zakrętami życiowymi- śmiercią rodzica, rozwodem, wypadkiem, chorobą czy narodzinami nowego członka rodziny.

Tak naprawdę to książka dla każdego, ale chyba rodzicom przyda się najbardziej.

Polecam, Psychożna.

Gierki małżeńskie

Drogą kupna nabyłam pod koniec grudnia grę planszową „Gierki małżeńskie”. Jestem zachwycona tym tworem, który powstał w połączeniu rysunków Andrzeja Mleczki i pomysłu Pawła Lorocha.

Nie odnoszę żadnych korzyści finansowych z polecania tej gry.

Potencjał gry jest ogromny. Do tej pory na rynku nie było czegoś takiego. Jedynym, co niejako zajmowało się interakcjami damsko- męskimi był „Flirt towarzyski”. Istnieją oczywiście narzędzia stricte psychologiczne, które są wykorzystywane podczas kursów przedmałżeńskich, żeby partnerzy mogli się o sobie więcej dowiedzieć jeszcze przed ślubem. Ta gra jest świeża i jest czymś pomiędzy tymi dwoma kategoriami gier, o których napisałam kilka wierszy wyżej.

Gra składa się z 4 kategorii zadań: Skojarzenia, Kalambury, Znamy się i Między słowami.

W Skojarzeniach losujemy obrazek i każda z osób ma wypisać swoje skojarzenia na jego temat.

W Kalamburach losujemy hasło i jedna osoba z osób z pary ma za zadanie go narysować (można się też umówić na pokazywanie w ramach modyfikacji), a druga odgadnąć.

W Znamy się losujemy pytanie dotyczące informacji o naszym partnerze/ partnerce.

W Między słowami losujemy hasło, o którym będziemy musieli opowiedzieć z wyłączeniem pewnej puli słów.

Po części jest to hybryda kilku gier towarzyskich. Co wyróżnia więc tę grę spośród wielu innych? Ano to, że KAŻDA (naprawdę każda) z konkurencji daje nam informacje o naszym partnerze/ partnerce. Jeśli myślicie, że wszystko o sobie wiecie, to uwierzcie, że ta gra niejednokrotnie Was zaskoczy. Pytań i wariantów jest tyle, że spokojnie starczy Wam na wiele wspólnych posiedzeń.

Ważnym dodatkiem do gry są talony, które wystawia przegrany po wylosowaniu odpowiedniej kategorii. UWAGA! Są to talony na:

-prasowanie,

-seks,

-gotowanie,

-sprzątanie.

Można grać tylko we dwoje, można też z innymi parami. Niezależnie od wariantu korzyści z gry są takie same. „Gierki małżeńskie” jednocześnie zmuszają do współzawodnictwa (ten talon na sprzątanie, co nie? ;)) i współpracy(siedzimy przy stole i pracujemy nad pogłębianiem wiedzy o partnerze).

Nie chciałabym tutaj się zagalopować w przedstawianiu wspaniałości tej gry, ale mam wrażenie, że niektórym parom pozwoliła by uniknąć gabinetu terapeutycznego (strzał w kolano, no nie?!). W trakcie rozgrywki można wiele się dowiedzieć o preferencjach seksualnych partnera- o które często wstydzimy się zapytać wprost. Możemy zdobyć informacje, które teoretycznie powinniśmy już posiadać np. o ulubionym kolorze partnera/ partnerki (z tego miejsca pozdrawiam serdecznie mojego małżonka! :)). Możemy też śledząc sieć skojarzeń w Kalamburach czy Skojarzeniach zobaczyć na nowo świat wewnętrzny naszego partnera/partnerki – w tym jego temperament, dominujący nastrój czy talent artystyczny.

Jeśli jeszcze nie znacie tej gry, ogromnie polecam!

Psychożona.

Mój kubeczek

Żeby zadbać o potrzeby innych, najpierw trzeba zadbać o siebie. Jeśli Twój kubeczek z zasobami jest pusty, nie jesteś w stanie napełnić kubeczka kogoś innego. „Z pustego to i Salomon nie naleje”. Jeśli chcesz mieć więcej cierpliwości, energii i pomysłów to zadbaj o siebie. Zrób coś dla siebie- weź ciepłą kąpiel, poczytaj ulubioną książkę, obejrzyj serial, idź na spacer do lasu. Rób to przynajmniej raz w tygodniu, żeby napełnić swój kubeczek. Rób to wtedy, kiedy czujesz, że Twoje zasoby się kończą. Wykonywanie jakichkolwiek czynności na oparach energii skutkuje rozdrażnieniem, brakiem cierpliwości czy smutkiem.

Wydaje mi się, że dla kubeczka ważne jest też skupianie się na „tu i teraz”. Przejmowanie się, narzekanie, myślenie o czarnych scenariuszach, które mogą Cię spotkać-na pewno nie poprawi Twojego samopoczucia. Sprawi tylko, że bardziej pogrążysz się w pesymistycznych myślach. Nie uważam, żeby takie samobiczowanie było Ci potrzebne, kiedy czynniki zewnętrzne i tak potrafią nieźle dać Ci w kość. Bądź tu i teraz, bądź dzisiaj. Skup się na tym, co teraz robisz i zacznij czerpać z tego całymi garściami.

Ja siedzę i piję herbatę z cytryną. Jest smaczna, taka jak lubię – z imbirem i goździkami. Patrzę za okno – warstwa śniegu okala mój taras i drzewa wokół. Czuć, że nastał grudzień. Powietrze jest przejrzyste, wieje wiatr. To piękny poranek.

A Ty? Jesteś tu i teraz? Co teraz robisz?

Psychożona.

Znaczenia

Słownik języka polskiego daje nam odpowiedź na każde pytanie z dziedziny znaczenia słów. Wystarczy odnaleźć odpowiednie hasło w odpowiednim tomie i wszystko jasne! Gdyby tak było ze wypowiedziami ludzi… Ile to dla Ciebie dużo, a ile mało? W kolorze wina czy może w kolorze burgund? Ciepły czy letni? Wymieniać można w nieskończoność.

Każde słowo ma inne znaczenie, w zależności od tego, kto się nim posługuje. Mimo słowników, które w jakiś sposób systematyzują język, komunikacja to wciąż sporo domysłów i niedomówień. Nie chodzi o to, że ludzie w swoich wypowiedziach są mało precyzyjni. Są aż za bardzo precyzyjni. Używają słów zgodnie ze znaczeniem, które sami sobie stworzyli na potrzeby swojej rzeczywistości.

Piszę o tym dlatego, że czasem ciężko się spotkać ludziom na styku dwóch światów. Niby się rozumieją, ale mówią o czymś zupełnie innym. Każdy ma w umyśle swoją reprezentację tego, o czym akurat prowadzi konwersację. Wiadomo, że nie da się wejść do czyjejś głowy i sobie tej reprezentacji zobaczyć. Ale można o tę reprezentację zapytać. Po prostu dopytać, czy my na pewno rozmawiamy o tym samym.

Ktoś mi mówi – „zrobię to w tym tygodniu” i dla tej osoby oznacza to piątek, a dla mnie wtorek- i ja w ten wtorek czekam i się frustruję. O niebo łatwiej byłoby ustalić konkretny termin. Kiedy mówię „no świetnie” na wizytę siostry mojego męża, a mój cudowny (sic!) małżonek już rozplanował wszystkie atrakcje i nie dostrzegł ironii- to jeszcze nie wie, że czeka go piekło. Gdyby dopytał: „naprawdę się ucieszyłaś, że Danusia przyjeżdża?” to by wiedział z automatu, że widywanie Danusi raz w roku wyczerpuje Twój limit cierpliwości.

Czasem zdarza się też tak, że oczekujemy od rozmówcy, żeby się czegoś domyślił. Żeby swoją omnipotentną mocą odkrywał meandry naszych myśli i spełniał je zanim zostaną wypowiedziane. Niestety, lepiej mówić wprost i w miarę prostymi słowami. Mówię: „jestem zmęczona” i łudzę się, że mój mąż zauważy wychodzące z brudnika pranie i na taki komunikat odpowie: „może ja wstawię pranie”. No nie wstawi, jak to model w miarę empatyczny, to przy dobrych wiatrach usłyszę: „no to się połóż”. No i ja się wkurzam, bo jak ja mam się położyć, jak tu pranie trzeba wstawić i kręcę w domu inbę, że „nikt mi nie pomaga”. Na co mój wielce zdziwiony małżonek odpowiada, że „hormony mi mózg wyżarły” i tutaj już lepiej przestać cytować bo wiadomo, że zaczynają się słowne potyczki. A można było poprosić o to wstawienie prania…

Psychożona.

Po co dziewczynce siostra?

Czy dzieci rozwijają się tak samo, niezależnie od płci rodzeństwa? Czy będąc małą dziewczynką lepiej mieć siostrę czy brata? Czy będąc mamą dziewczynek rozwijam w sobie inne umiejętności niż mamy chłopców?

Będzie w punktach:

    1. Posiadanie siostry pomaga lepiej radzić sobie z przeciwnościami losu.

      Siostry zwykle trzymają się razem. Nie oznacza to, że nie dochodzi do konfliktów i ciągania się za włosy o zabawkę czy bluzkę. W okresie dorastania o bliskość między siostrami na pewno jest dużo trudniej. Za to w późniejszych latach, jeśli ta więź przetrwa jest zwykle stawiana prawie na równi z więzią małżeńską. Posiadanie siostry pomaga lepiej sobie radzić z przeciwnościami losu, bo mamy tę siostrę obok. Mamy kogoś, kto zna nas od dziecka a jednocześnie nie jest rodzicem. Często wie o nas więcej niż rodzic i może obiektywnie spojrzeć na różne sprawy.

    2. Dziewczynki zbliżają do siebie członków rodziny i siebie nawzajem.

      Wychowywanie dziewczynek jest lekcją komunikacji. Dziewczynki drążą, pytają, są zainteresowane relacjami między ludźmi. Są ciekawe jak poznali się rodzice, dziadkowie, jak wyglądała historia życia ich rodziny. Nie mówię, że chłopcy nie są tego ciekawi- ale dziewczynki na pewno dużo bardziej interesują się romantycznymi, starymi historiami. Same też dużo rozmawiają ze sobą o swoim życiu wewnętrznym.

    3. Siostry gwarantują sobie udaną komunikację i rozmowy o uczuciach.

      Na pewno łatwiej porozmawiać o uczuciach z siostrą niż z bratem. Posiadanie siostry uczy tych rozmów, uczy też przyglądania się swoim uczuciom. To cenna umiejętność w życiu dorosłym. Nawet jeśli często te rozmowy nie są przyjemne i dominują w nich teksty :”Jak ja Cię nienawidzę!” To też uczy, między innymi przyjmowania takiego komunikatu i funkcjonowania po usłyszeniu od bliskiej osoby takich słów. W bezpiecznych warunkach uczą się regulowania emocji.

    4. Siostry powierzają sobie tajemnice, o których rodzice nie mają pojęcia.

      Często siostra jest osobą, która wie dużo więcej niż rodzice. Siostra nie da szlabanu i doradzi bez wygłaszania kazań. Ten punkt dotyczy też braci i rodzeństwa w ogóle.

    5. Siostry wspierają się wzajemnie w dorosłości częściej niż bracia.

      Rzadko zdarza się, żeby brat zajmował się dziećmi swojego brata czy rozmawiał z nim godzinami przez telefon. Zdaję sobie sprawę, że bracia też mogą być w bliskiej relacji i pomagać sobie , ale mimo wszystko siostry robią to częściej i w inny sposób.

Na koniec chciałabym jeszcze napisać, że są rodzeństwa, których relacja w dorosłości jest żadna. Tak się dzieje i wcale nie tak rzadko. Może być tak, że zbyt się od siebie różnią. Może być tak, że mają jakiś żal do rodziców w kwestiach wychowywania i czuli się niesprawiedliwie traktowani kosztem brata czy siostry. Czasem taką relację można odnowić, czasem ta relacja jest powierzchowna i dobrze, żeby taka pozostała, a czasem nie warto się przy niej upierać.

Psychożona.

Skąd bierze się narcyzm?

W sieci można znaleźć mnóstwo artykułów o tym czym jest narcyzm, jak się objawia, jak bronić się przed Narcyzem i jak się od niego uwolnić. Jeśli nie do końca wiesz kim jest Narcyz- odsyłam tutaj: KLIK. W skrócie napiszę tylko, że są to osoby, które nadmiernie koncentrują się na własnym Ja i obejmuje to fantazjowanie i przekonanie o własnej wyższości i atrakcyjności.

Jedna z najczęściej pojawiających się w literaturze tez to taka, że osoby, które są podatne na rozwinięcie się narcyzmu są bardziej wyczulone na niewypowiedziane emocje, postawy i oczekiwania innych. W wielu rodzinach są dzieci, których talenty (matematyczny, gra na instrumencie, językowy, kulinarny) są nieświadomie eksploatowane przez opiekunów w celu podniesienia własnej samooceny. Takie dziecko rośnie i w zasadzie nie wie czy ma żyć swoim życiem, czy życiem opiekuna. Takie dzieci są niejako przedłużeniem narcystycznym swoich rodziców. Jeśli masz narcystycznego rodzica, możesz stać się narcystycznym dorosłym.

Drugą teorię stworzył Otto Kernberg i zasugerował, że osoby głęboko narcystyczne mogą mieć silnie wrodzony popęd agresywny, albo boją się własnej agresji. W prostych słowach- jednostki narcystyczne przeraża własna siła.

Osoby narcystyczne podatne są na zawiść. Jeśli żywię przekonanie, że jestem gorszy, to będę zazdrościł tym, którzy wydają się z siebie zadowoleni, lub którzy mają zalety rekompensujące moje braki. Jeśli masz to, co chciałabym mieć, to mogę próbować Cię zniszczyć poprzez krytykowanie i pogardę.

Przy pisaniu korzystałam z książki „Diagnoza psychoanalityczna” Nancy McWilliams

Psychożona

Wewnętrzne dziecko

Mam nienasyconą potrzebę posiadania i czytania książek. Nie tylko tych papierowych, ale też elektronicznych każdego gatunku- od podręczników do fizyki kwantowej po przewodniki i mapy turystyczne. Nie jestem też w stanie tych książek wyrzucić, oddać- mogę jedynie zamienić na inne w ramach bookcrossingu. Ale, że miałabym którąś utracić bez żadnej w zamian? Co to, to nie. Karmię się tymi książkami. Karmię nimi moje wewnętrzne dziecko. Zawsze chciałam mieć dużo książek, moje marzenie- to cały dom w regałach z książkami. Mieszkanie w bibliotece to by było coś!

Gdzieś po drodze jakaś moja potrzeba została sfrustrowana i ja do tej pory sobie ją rekompensuję- tymi książkami właśnie. W moim przypadku to jest takie trochę zbieractwo, otaczanie się przedmiotami ale karmić wewnętrzne dziecko można na wiele sposobów. Można je karmić podziwem innych ludzi, jedzeniem, gadżetami, ubraniami, porządkiem, konfliktami i wieloma innymi.

Istnieją tak sfrustrowane potrzeby z dzieciństwa, że nasze wewnętrzne dziecko jest nienasycone. Ono przez nas przemawia nawet w dorosłości i zagłusza głos rozsądku, bo kiedyś było niezaopiekowane. Niestety ludzkość nie posługuje się jeszcze wehikułem czasu i nie da się wrócić do tego dziecka i dać mu tego, czego tak bardzo potrzebuje. Dopóki nie zdamy sobie z tego sprawy, dopóty będziemy to wewnętrzne dziecko podkarmiać kosztem innych zasobów.

A Ty? Czym karmisz swoje wewnętrzne dziecko?

Psychożona.

Matka i córka

Kobiety wolą rodzić synów niż córki. Tak naprawdę tylko w Polsce kobiety chcą rodzić córki. Córka jest dla Polek takim zabezpieczeniem na starość. Większe nadzieje związane z opieką na starość pokładają w córkach niż w synach. Wiem, że wiele osób czytając trzy poprzednie zdania może się oburzyć, że wcale nie wychowuje córek, żeby się nimi kiedyś zajmowały i, że płeć dziecka wcale nie jest dla nich taka ważna. Otóż ze względu biologicznego – jest. Kiedyś wielopokoleniowe rodziny mieszkały w jednym domu i opieka nad starszymi członkami rodu była rzeczą naturalną. Tak jak rzeczą naturalną była pomoc starszych członków rodu nad dziećmi. Teraz rodziny nuklearne starają się mieszkać osobno, nawet kosztem wysokiej raty kredytu czy dużej odległości od rodziny pochodzenia. Matki jeszcze pracują, kiedy ich córki rodzą dzieci i nie są w stanie pomagać w opiece nad nimi w takim stopniu jak jeszcze 50 lat temu.

A w relacji matki z córką jest tak, że dajesz tyle ile sama dostałaś- przynajmniej tak mówi Ewa Woydyłło- Osiatyńska. Dzieci spędzają więcej czasu z matką niż z ojcem. Stąd większa ilość problemów emocjonalnych i relacyjnych na linii dziecko-matka. Żeby rozwój dziewczynki przebiegł prawidłowo najpierw musi dojść do „zlania” z matką, a potem do ustawienia się w opozycji do matki, żeby córka mogła dowiedzieć się kim właściwie jest. Na tym etapie pojawia się nieświadoma rywalizacja. Jeśli matka jest niedojrzała to w tę rywalizację wchodzi, co jest źródłem późniejszych problemów i konfliktów. Bo to, że dorastająca córka jest niedojrzała jest sprawą oczywistą. To jak matka będzie reagowała na dorastającą córkę i tę nieświadomą rywalizację będzie określało ich relacje, kiedy córka będzie już osobą dorosłą.

Nad każdą relacją można oczywiście pracować. Trzeba jednak pamiętać, że matki często nie chcą się zmieniać mimo próśb i tłumaczeń. To nie jest też tak, że nie kochają córek. Kochają, tylko tę miłość wyrażają w charakterystyczny dla siebie sposób: obdarują obiadem, kupią buty czy wyślą przepis na piernik. Tutaj powstaje ogromne pole do popisu dla córek- żeby tę miłość odczytać i na nią odpowiedzieć.

Są też relacje toksyczne i patologiczne. O nich też trzeba mówić. Bo niestety nie jest tak, że każda matka kocha swoje dziecko. W to też ciężko uwierzyć, kiedy żyjemy pod wpływem mitu „matki Polki”. Dzieciobójstwa i przemoc w rodzinach to nie tylko domena ojców- jak powszechnie się sądzi. Nie mówię tutaj tylko o przemocy fizycznej, bo jej skutki widać gołym okiem. Mówię też o przemocy psychicznej, która czasem zostawia dużo trwalsze ślady, często trudne do naprawienia. I tutaj chciałabym podkreślić, że ogromnym zadaniem rozwojowym dla córek przemocowych matek jest to, żeby nie starały się podporządkować życia swoim matkom kosztem własnych potrzeb. Oznacza to, że jeśli matka robi awanturę i dostaje ataku apopleksji przed świętami, bo dorosła córka chce po Wigilii (którą spędzą razem) wyjechać na dwa dni w góry, to córka musi przyjrzeć się swoim potrzebom i zadbać przede wszystkim o siebie.

Przy pisaniu postu korzystałam z tego artykułu: KLIK

Psychożona

Rozlane mleko

Muszę przyznać, że ostatnio jestem zafascynowana psychoanalizą i samym podejściem psychoanalitycznym do pacjentów. W związku z powyższym otaczam się książkami z psychoanalizą w tle. Tak też było w przypadku „Rozlanego mleka” pod redakcją J. Raphael-Leff’a. Książka skupia się na sytuacjach załamania psychicznego i doświadczenia utraty w ciąży i po porodzie.

Można tutaj odnaleźć bardzo wnikliwe opisy przypadków klinicznych- często zajmujące cały rozdział. Pod tym względem jest to bardzo przydatna pozycja dla praktyków. Książka zawiera w sobie cały przekrój możliwych scenariuszy, które mogą spotkać kobietę w ciąży i po porodzie (od mieszczącej się w normie nadwrażliwości emocjonalnej po psychozę poporodową).

Autorzy podkreślają, że „posiadanie dziecka to paradoksalnie doświadczenie zarówno najzwyczajniejsze, jak i najbardziej niezwykłe (…) jest uważane za pozytywny krok rozwojowy, wraz z którym jednostka zyskuje status dojrzałej lub „dorosłej”. Kontakt z „surowymi” emocjami niemowlęcia pobudza w opiekunach treści związane z ich własnymi niemowlęcymi doświadczeniami ożywiając emocjonalną przeszłość w teraźniejszym życiu”.

Paradoksalnie kobieta stając się matką- odzyskuje swoje własne dzieciństwo z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nieświadome wspomnienia z okresu niemowlęctwa potrafią całkowicie sparaliżować zachowanie matki, szczególnie jeśli należą do tych negatywnych. Dodatkowo dochodzi do weryfikacji jej związku z partnerem. Pojawienie się na świecie dziecka jest jednym z bardziej stresujących wydarzeń życiowych dla obydwojga rodziców. Kwestie podziału obowiązków, potrzeb, możliwości i wymagań względem siebie są wtedy rozpatrywane na nowo.

Zmiany zachodzą również na płaszczyźnie matka-córka. Kobieta, aby zostać matką musi podtrzymać i wykorzystać pozytywną identyfikację z własną matką. Jest to o tyle trudne, że często babcie chcąc wspomóc lub doradzić córce w opiece nad niemowlęciem nie skupiają się na potrzebach córki w tym zakresie, ale na własnych potrzebach z tego okresu życia. Wszystko to powoduje emocjonalny galimatias i u niektórych matek prowadzi do głębszych zaburzeń.

Żeby nie demonizować okresu ciąży i połogu, chciałabym napisać, że samo doświadczenie macierzyństwa jest również okazją do naprawienia minionych błędów i zrobienia czegoś inaczej niż np. nasi rodzice czy dziadkowie. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że psychopatologię kobiet z zaburzeniami w trakcie ciąży i po porodzie należy rozpatrywać w kontekście trzech pokoleń- babki, matki i córki.

Macierzyństwo rozwija, mimo że jego początki niejednokrotnie bywają trudne. Ogromną rolę odgrywa tutaj personel szpitalny, który powinien wnikliwie obserwować zachowanie pacjentki. Równie ważna jest rola rodziny położnicy, której zadaniem powinno być wspieranie i zapewnienie odpoczynku i spokoju, kiedy kobieta znajduje się na emocjonalnym rollercasterze. Jest to też trudny czas na rozpoczęcie terapii dla kobiety- pojawiają się kwestie opieki nad dzieckiem w czasie sesji czy nadwrażliwość spowodowana dużym stężeniem hormonów. 

Myślę, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego terapeuty.

Narodziny dziecka to najbardziej powszechne doświadczenie w ludzkim życiu, wszyscy bez względu na płeć byliśmy noszeni w ciele kobiety.”

Najgorszy człowiek na świecie

Bardzo cenię sobie lektury, które pozwalają mi lepiej zrozumieć moich pacjentów. Książka Małgorzaty Halber, mimo że nie jest autobiografią pozwala prześledzić wewnętrzną przemianę osoby uzależnionej. Jest też swego rodzaju samouczkiem dla osób poszukujących pomocy terapeutycznej w uzależnieniu. Autorka krok po kroku opisuje swoje zmagania z nałogiem. Jeśli ktoś jest ciekawy jak wygląda psychoterapia grupowa, a nie chce przedzierać się przez naukową literaturę- znajdzie tutaj mnóstwo pożytecznych informacji.

Znalezione obrazy dla zapytania najgorszy człowiek na świecie

Najgorszy człowiek na świecie” nie jest też lekturą do poduszki. Książka zostaje w pamięci na długo. Wnioski autorki są zaskakująco celne i odnoszą się nie tylko do rzeczywistości osób uzależnionych. Halber wprost mówi o rzeczach, o których niektórzy boją się nawet pomyśleć. Jest na pewno książką rewolucyjną i znoszącą pewne tabu w sprawach uzależnień (mimo, że wydaje się, że tutaj powiedziano już wszystko).

Narratorka jest osobą bardzo błyskotliwą i inteligentną. Wytrawny czytelnik odnajdzie tutaj wiele odniesień do współczesnej literatury. Pokolenie osób urodzonych w latach 90′ będzie mogło się przyjrzeć swoim lękom i możliwościom.

Dla terapeutów jest to nieoceniony ogrom materiału, jaki wraz z każdą stroną wnosi pacjentka. Pozwala też empatycznie spojrzeć na cierpienie, motywację i ciągłą pracę nad sobą osoby uzależnionej.

Polecam, Psychożona